Różne akcesoria, których się używa w makrofotografii są jak najbardziej wskazane, jeżeli oczywiście stosujemy je w naturalnym środowisku owadów. Jakiekolwiek ingerowanie w naturę, mam tu na myśli wynoszenie na przykład w słoiku owada do domu jest już naruszeniem pewnych zasad i nikt mnie do tego nie przekona, że jest inaczej. Moim zdaniem zrobienie dobrego zdjęcia w naturze, daje po stokroć większą satysfakcję, niż zrobienie żylety zdjęcia w zaciszu domowego studia. Chodzi mi głównie o to, że zdjęcia głównie robimy dla siebie. Nie po to w pierwszej kolejności by się nimi pochwalić. A zadowolenie z tego co zrobiłem, okupione czasami mokrym ubraniem, pokłutymi dłońmi poparzonymi przez pokrzywy daje wiele satysfakcji. Zrobienie tego samego w domowym, suchym zaciszu jest pójściem na łatwiznę i nie jest powodem do wielkiej dumy. Pozdrawiam serdecznie.
Zrobienie tego samego w domowym, suchym zaciszu jest pójściem na łatwiznę i nie jest powodem do wielkiej dumy
A czy potrafisz rozróżnić makro robione w studiu na domowym krzaczku z zielonym tłem od tego robionego na łące?
Wg mnie liczy się zdjęcie, nikt w przyszłości nie będzie podziwiał i zachwalał tego, że łazisz po pokrzywach, tylko to co po tobie zostaje.
nexar napisał/a:
Chodzi mi głównie o to, że zdjęcia głównie robimy dla siebie
Więc robisz bez sensu, ja robię zdjęcia, żeby pokazać je innym.
Twoje dzieci nie będą się chwalić kolegom, że biegałeś po pokrzywach (bo uznają Cię za wariata) tylko pokażą im Twoje zdjęcia (i kolegom szczęki opadną).
To może ja coś napiszę. Sam mam mini hodowlę. Straszyków i modliszek mam kilka. Mam namiot bezcieniowy ale nigdy nie zgodzę się, że oświetlenie z niego jest nudne. Jeśli dasz dookoła lampy to wiadomo, że nic ciekawego nie wyjdzie. Popróbuj doświetlić tło, zrobić jakąś ciekawą kontrę... Może być naprawdę ciekawie. Samo tło to żaden problem. Ostatnio zrobiłem tło z cukierków z mieszanki krakowskie - zielone i pomarańczowe. Reasumując polecam popróbować a potem krytykować taki styl w fotografii.
Edit: wolny zgadzam się w 100%. Gdy chcemy zrobić dobre zdjęcie róbmy wszystko aby wyszło tak jak chcemy jeśli oczywiście modelom nie dzieje się krzywda. Sam często w jeden dzień zabieram robaczka z lasu i na drugi dzień po szkole odnosze go do lasu.
Nexar a czy twierdzisz, że ta kiczowata flara obiektywu na twojej stronie w banerze jest naturalna i pasuje do tematyki makro?
alekp, ale spokojnie... Wyrażamy tylko zdanie, że dla nas bardziej wartościowe jest zdjęcie w naturze. Jeśli chcesz możesz sobie zrobić safari w zoo Tylko czego to dowiedzie? Źe zrobiłeś poprawne zdjęcie lwa w klatce czy że spotkałeś go na sawannie?
De gustibus...
Myślę że szczególnie za parę lat będzie ciężko zrobić podobne zdjęcie w naturze, a zwierzęta będą głównie w rezerwatach i ogrodach tematycznych. Jak dla mnie dużo ważniejsze od techniki są wrażenia jakie mam związane ze zrobieniem danego zdjęcia. To że mogę opowiedzieć widzom całą historię. Gdzie znalazłem model, co robił, jak się zachowywał na mój widok, co się wtedy działo. A jak masz zdjęcie swojego robala w gablotce to co opowiesz? No masz go w domu więc wyciągasz aparat i robisz zdjęcie. Koniec pieśni. Każdemu według potrzeb
ps A propose wynoszenia owada z "lasu" a potem odwożenie go to jesteś pewien że odwozisz go na jego terytorium? Raz że niepotrzebnie stresujesz istotę, a dwa wyrywasz go z jego kawałka ziemi. Obrazowo postaw się na miejscu tego robaka - pojawia się obcy, porywa Cię w jakieś straszne miejsce, błyska, bada, a potem porzuca 1000 km od domu... Fajnie? Lądujesz powiedzmy w Grecji i co?
Lewap ja jestem spokojny:) W miejsce odnosze to samo ponieważ szkołę mam koło lasu i zawsze zanosze w to samo miejsce. Z resztą nie robię tego często a już napewno nie z gatunkami zagrożonymi. A co do Zoo Safari. Widzisz nie mam możliwości wyjazdu np na Madagaskar aby sfotografować ciekawe owady - czemu mam nie zrobić tego w domu? Przecież ja nikomu nie wciskam, że znalazłem tego owada na łące. Często pod takimi zdjęciami ze studio piszę, że wykonane w domu. Więc jeśli nikomu nie dzieje się krzywda nie widzę w tym nic złego. Owadów nie wywalam też przez okno do brudnego ogródka przy ulicy a do lasu. Nie łapię owadów czy widzę, że np mają okres godowy. Sam zajmuję się owadami, i uwierz, że robię wszystko aby nie działa się im krzywda. Swoimi domowymi umiem się zająć co potwierdza kilka rozmnożonych gatunków więc tym naszym polskim również krzywdy nie robię. Pozdrawiam i dobrego światła życzę;)
Kończąc temat, bo nie ma się nad nim co więcej rozwodzić, wszelkie niewolnictwo dotyczące w tym przypadku owadów uważam za nie właściwe. A zabieranie owadów w słoiku do domu uważam za karygodne. W swoich rozważaniach nie kierowałem się myślą o jakiejkolwiek osobie biorącej udział w dyskusji. Chodzi mi o samą radość fotografowania. Jeżeli ktoś czerpie radość z tego typu działań to trudno, uważam to jednak za niewłaściwe. Robienie zdjęć owadom to wielka sztuka. Sztuką jest zrobić dobre zdjęcie studyjne i chylę czoła za moim komentatorem, ale jeszcze większa sztuka to zrobienie tego samego zdjęcia w naturze. I tym stwierdzeniem kończę swój wywód na ten temat, życząc w rozpoczynającym się sezonie makro wszystkim makro-maniakom powodzenia w polowaniu na żywe okazy wśród pół, łąk i lasów. Myślę, że najważniejsze jest jednak samozadowolenie z tego co się robi dla siebie. Ważne by najpierw to nam się podobało a potem innym Pozdrawiam serdecznie.
Bardzo mi się podoba ta dyskusja. Oby więcej takich na forum.
A dorzucając ostatni kamyczek, nie wątpię że nie chcesz robić krzywdy owadom i masz sukcesy hodowlane, ale zauważ że dla owada to samo miejsce może oznaczać dokładnie to samo miejsce z dokładnością do kilku centymetrów. One po prostu mają inną skalę niż my. Oczywiście wiem że są gatunki przebywające dziennie kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów.
Niemniej jednak ja staram się jak najmniej ingerować w ich świat - mają i tak wystarczająco pod górkę żyjąc w świecie w którym w każdej chwili mogą zostać pożarte na kilkadziesiąt różnych sposobów. Dlatego robię wszystko żeby jak najmniej im rzucać się w oczy i jak najmniej ingerować w życie łąki, ogrodu czy też lasu. A robię to na tyle skutecznie, że zdarzyło mi się zrobić parę zdjęć dzikiemu ptakowi czy ssakowi (wiewiórce) który siedział o metr ode mnie i nawet o tym nie wiedział
Wydaje mi się ze ogólnie chodzi tutaj o cos w rodzaju etyki fotografii makro. Czy moralne jest robienie zdjęć w domu czy na łonie natury to zależy juz od Was. Dochodzi do tego jeszcze to o czym mówił alekp, o podpisywaniu studyjnych zdjec. Osobiście uważam, że robienie zdjęć makro w domu to nic złego, ale wciskanie później kitu ze to naturalne zdjęcie uważam za oszustwo. Sam nie robię zdjęc robalom w domu, ewentualnie przedmioty nieożywione albo martwa natura, ale gdzie indziej jak nie w domu :P
Druga strona medalu jest taka, że przy takim spacerowaniu i cykaniu nabiera się doświadczenia (gdzie spotkać dane owady, jak dostosować aparat to pogody i światła itp.).
A w domu, siadasz ustawiasz scenę (oczywiście pewnie zabiera to trochę czasu), aparat, cyk cyk, godzinka - Ta da!
BTW zgadzam się z Lewap, że robaczki to nie książka, nie wypożycza się ich.
no właśnie chodzi o to że fotografia studyjna i plenerowa to dwie różne bajki. w obu miejscach mamy zazwyczaj zupełnie inne akcesoria do użycia, sami wybieramy światło w jakim tworzymy, jego odcienie, tło, jesteśmy kreatorami ;)
natomiast plener to cóż - bieganie po łące, wyszukiwanie, satysfakcja z łupu, i uzależnianie wszystkiego od otoczenia.
osobiście uważam że w fotografii studyjnej trzeba być o wiele bardziej kreatywniejszym i trzeba się też znać na technice robienia zdjęć i oświetleniu, w plenerze np bierzemy to co dostajemy od natury ;)
Lewap, dlatego mówię, że nie biorę gatunków którym może to zagrozić. Wiem, że mają inną skalę, ale tak jak już też mówiłem po pierwsze las znam jak swój, biorę tylko jeden gatunek i odkładam w całkiem to samo miejsce, a po drugie jak również mówiłem nigdy nie biorę gatunków żadkich lub chronionych. Nie sądzisz chyba, że biorąc jednego pluskwiaka zrobię mu krzywdę. Zgadzam się z Tobą Lewap bo widać, że masz o tym pojęcie, natomiast nie lubię dyskutować z kimś typu Nexar, ponieważ widać, że nie ma pojęcia o czym mówi(pisze). Poza tym "pożyczanie" nie jest u mnie częstym zjawiskiem. Mniej więcej 1 robal na miesiąc. Licznym gatunkom to naprawdę nie grozi.
Nexar i nie życzę sobie abyś mówił, że to co robię jest zwykłym niewolnictwem. Nie trzymam owadów w mikroskopijnych pudełkach, nie głodzę ich, choć jeden dzień dla owada bez jedzenia to nie tragedia (moje modliszki miały głodówkę 3tygodnie). Więc rozróżnij niewolnictwo od zabrania owada, zrobieniu mu tych kilku zdjęć i odłożenie do terrarium w których ma kilka dobrych kryjówek oraz pożywienie. Może dla ciebie jest to niemożliwe aby odstawić w to samo miejsce - dla mnie to żaden problem.
Lewap - a nie wziąłeś pod uwagę, że to TYLKO robaczki? Które prędzej czy później, po tygodniu i tak umrą? Ok, rozumiem jakby wziął jelonka rogacza (ok. tylko 1000 w całej Polsce) albo modliszkę zwyczajną (też bardzo mało) i narażał ich życie, ale ważka, mucha, pszczoła, których są miliony?! Dajmy spokój... :)
Wolny nie lubię określenia "tylko robaczki". Nie jestem fanatykiem, który uważa gdzie stawia stopę i pozwala się gryźć komarom i kleszczom, ale uważam, że miłośnicy przyrody, a takimi siłą rzeczy są (lub powinni być) makrofotograficy, nie powinni mówić i myśleć w ten sposób. Każdy gatunek jest unikatowy i to że w jednym miejscu występują ich setki wcale nie oznacza że to nie jest jego ostatnia ostoja. Dlatego uważałbym z tym "tylko". Bo to pachnie antropocentryzmem.
Jeśli każdy tak będzie myślał - a niestety większość właśnie tak robi - w końcu zostaniemy na tej planecie sami i zdechniemy z głodu. Każdy nawet najmniejszy element środowiska naturalnego jest niezbędny żeby wszystko funkcjonowało jak należy. Jak zabraknie któregoś szczebelka drabiny żywieniowej ucierpią wszyscy. I o tym nie należy zapominać.
Jak stu ludzi walnie puszkę lub worek foliowy w lesie to las zmieni się w śmietnik. A następni będą mówić tu już przecież były śmieci - to ja "tylko" dołożyłem jeden papierek...
W świecie przyrody istnieje pewien niepisany kodeks zasad. Istnieje coś takiego jak etyka fotografa przyrody. Mówi ona między innymi, że nie powinno się robić zdjęć pisklętom w gniazdach. Kto zna temat,m wie o co chodzi. W makrofotografii jest taka zasada mówiąca o nie zabieraniu żadnych żywych stworzeń z ich naturalnego środowiska. Nawet na krótką chwilę. Czasami życie takiego owada to zaledwie godziny, dni. Wyrywając go na jakiś czas z jego świata zabieramy mu dużą część jego życia. Nie wiele jeszcze wiemy o życiu owadów. O tym jakim stanom podlegają, jak w takich chwilach, co czują. Jak ktoś wcześniej zauważył, fotograf przyrody to jednocześnie miłośnik przyrody. A ten dba o to by jak najmniej ingerować w jej świat. Czy dla dobrego zdjęcia, warto zdobyć się na zabranie owada nawet na godzinę do domu? Całe szczęście że w naszym kraju jest jeszcze dużo lasów. W Anglii na przykład, tych lasów jest już nie wiele a te co istnieją, otoczone są płotami. Zabieranie owadów do domu do niczego dobrego nie prowadzi. Nie uczy nas szacunku dla przyrody. Pozdrawiam serdecznie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum